20 lutego 2010

Prace porządkowe

Wiadomo, że w niedzielę, od samego rana budzi nas donośne, zapalczywe walenie, dochodzące ze wszystkich stron i sąsiedztw. Nad wsiami i miastami, ponad lasami i górami, rozlega się ten interesujący dźwięk, obwieszczający wszem i wobec nieśmiertelnego (chociaż od dawna zdechłego) kotleta na obiad. Podobne zjawisko występuje również w sobotę, gdy to od wczesnych godzin południowych, w najlepsze sny wdziera się buczenie odkurzaczy, trzepanie dywanów i szuranie szczot na korytarzach i w sieniach. Nad miastami i wsiami, nad górami i lasami unosi się tabun kurzu oraz skisły zapach, wyhodowany w ciągu tygodnia. Ulegając tym stadnym nawykom, postanowiłam i ja pobuczeć, popucować i... nie, trzepania nie było, bo nie mamy dywanu. Tylko biurka mojego osobistego nie tknęłam, bo świętości się nie tyka przecież. Natomiast, szorując drucianą szczotą wannę, kurki, podłogę... podśpiewywałam sobie właśnie tę melodię.

Czy na noworoczne postanowienia jest już za późno? Bo ja postanowiłam ścisnąć półdupki i... spełnić swoje marzenia o wymarzonej pracy. W tym celu czeka mnie wycieczka po lokalnych Zakładach Pracy Wymarzonej z tekstami własnego autorstwa pod pachą. Problem tylko w tym, że ta olśniewająca (z założenia) publicystyka jeszcze nie istnieje. No i jak się porozglądałam trochę po branży, to się okazało, że wszyscy bardzo chętnie poczytają, tylko trzeba podać link do swojej strony, albo bloga, albo coś. Tekstów przysyłanych pocztą - jakąkolwiek - nie tykają nawet kijem. No i mam zagwozdkę. Bo publikować na Madmanie mogę, oczywiście, ale niespecjalnie mi zależy, żeby potencjalny pracodawca czytał przy okazji moje głęboko filozoficzne myśli na temat czyszczenia sedesu itp. Więc co? drugi blog? sygnowany własnym imieniem, nazwiskiem, profesjonalizmem? cóż... może...

I jeszcze w kwestii dostępnego mi czasu. Wpadam na Wasze blogi straszliwie z doskoku, nieregularnie i według zasady "a to tu, a to tam". No, nie rozdwoję się, nie rozdwoję się i już!

8 komentarzy:

Maura Ładosz pisze...

Się nie rozdwajaj zatem :)
to niezdrowe i niehigieniczne.
w ogóle be!
:)

Ida pisze...

Przy takiej melodyjce to pucowanie strasznie szybko Ci pójść musiało:)

Aż samej się mi zachciało wziąć miotłę do ręki... tyle, że ja sprzątam w piątki...

A kotleta to klepałam dziś - o 10.30 (czy to rano?)

tamirian pisze...

Zaciskaj te półdupki...ja nie wiem co na to powie Twój ukochany ale hulaj dusza:):):):)spełniej się jesli możesz ,każda droga prowadzi do celu:):)

Nivejka pisze...

Trzymam kciuki za owocne bieganie. No i żeby zaciskanie półdupków nie poszło na marne;)

riverman1971 pisze...

ja dziś dźwięku tłukotletów nie słyszałem...ale uczestniczyłem w procesie sprzątania...cóż szósty dzień tygodnia temu sprzyja...

Czarny(w)Pieprz pisze...

A ja sobie sobotę przełożyłam na poniedziałek:)Kciuki trzymam i perskie puszczam!

magenta pisze...

Idą z duchem czasu oraz na łatwiznę. Jeśli będziesz publikować każdy tekst na blogu, to potem Ci powiedzą, że przecież te teksty są już znane, a oni by chcieli coś nowego. Bzdura,
Ja dzisiaj pucuję , grrrrr
:)

Anaste pisze...

Mnie też nie było dość długo i teraz nadrabiam :):):) Ja tam lubię Monka , taki fajny oryginał z niego :):):)
Powodzenia i powal ich wszystkich swoją inteigencją i bystrością na kolana :):):):)