23 lutego 2010

Ze wsteczną datą

Chciałabym być Człowiekiem-Orkiestrą. Człowiek-Orkiestra jest bowiem samowystarczalny. Nie musi o nic prosić innych, czekając na ich łaskawość, przygryzając paluszki z niecierpliwości. Nie musi poszukiwać współpracowników, zaufanych i godnych, uczciwych i oddanych całym sercem sprawie. Takich, co nie wydymają, nie odwrócą się nagle plecami i nie strzelą focha.
Żałuję, że nie umiem rysować (vel malować), że nie umiem grać na żadnym instrumencie, nawet na grzebieniu. Jedyne, co mi dobrze wychodzi to gra na nerwach samej sobie. I tak dalej, tak dalej...
Gdybym była Człowiekiem-Orkiestrą, wszystkie sprawy, które czekają odwieszone na kołku, byłyby dawno zrobione. Ku chwale i sławie. Nie tylko mojej.

12 komentarzy:

Wolna Duszka pisze...

Ja to gram na nerwach po mistrzowsku ;))))) Człowiek orkiestra to strasznie jest chałasliwy , lepiej nie bądź takim ;))))

Nivejka pisze...

"Człowiek -istota społeczna";D
Niestety jesteśmy zdani na fochy i inne takie. W zamian, w rewanżu niejako, sami możemy strzelić focha ;D

magenta pisze...

Ale, że jako człowiek.orkiestra grałabyś sobie doskonalej na nerwach? :)

lelevina odpowiada i pisze...

Wolna Duszko: no, chyba zagrałam komuś ostatnio tutaj na blogach, ale absolutnie nie wiem czym ;) wiesz, hałaśliwy się w oczy rzuca, a to czasem pomaga... w karierze, hahaha!

Nivejko: ludzie lubią prowadzić stadne życie, też czasem po to, żeby się powyżywać na innych. a ja nawet nie mam komu tego focha zasadzić ;)

Magenta: o tym nie pomyślałam, przyznaję, ale jest w tym pewna pokusa:))

davidian pisze...

Bycie człowiekiem orkiestrą opłaca się w byznesie tylko poniekąd - kończy się robieniem wszystkiego i za wszystkich. Samemu i tak nie ogarniesz, a robisz za tych, którzy powinni robić za Ciebie. Wielodzielność jest dobra tylko w kuchni (4 gary naraz), w muzyce (bębenek nogą, gitara ręka, harmonijka paszczą) i w zekzie (tu wymieniał nie będę ;)

tamirian pisze...

Ja tam wolę jednak specjalizacj zgodnie z odwieczną teorią ze jak coś jest od wszystkiego to jest do niczego:):):):)Tylko mnie o tę specjalność nie pytaj..:)

Holden Caulfield pisze...

tęsknimy za czymś niewyobrażalnym... tylko po co? może trzeba spróbować inaczej...może

Czarny(w)Pieprz pisze...

Nieeee...im więcej umiesz tym więcej masz pracy! Przychylam się do zdania mojego drogiego niszczyciela feministek, kolegi Davidiana. Najlepiej nie umieć nic. Siedzieć sobie dzień cały pod liściem łopianu i przyglądać się jak obłoki gonią się po niebie. Extra zajęcie i niewiele do tego potrzeba.

Anaste pisze...

Ja to Ci powiadam tylko spokój może nas uratować :):):):)Zgadzam się , że bycie od wszystkiego kończy się niczym . Za to piszesz świetnie i tyle :):):):)

riverman1971 pisze...

przygryzać paluchy...dobrze że nie obgryzać paznokci...
na jednym z blogów
dahomey.blog.interia.pl
widziałem taką ankietę...może Cię zainteresuję to coś o wydawaniu książek,zresztą zobacz sama...

Ida pisze...

mi czasem by mały klonik wystarczył...
a na nerwach przygrywam sobie wybornie...
:-)

lelevina odpowiada i pisze...

Davidianie: oj, w kuchni źle ogarniam gotowanie na cztery fajerki:) jestem za to mistrzem jednego dania na raz i zwolenniczką filozofii Krzynówka: "i do przodu" ;)

Tamirianie: nie zapytam :) ale czasem by się przydało ogarniać chociaż dwie rzeczy...

Holden: jestem rysunkowym antytalentem, ale może przyszłością dla mnie jest Photo Shop... zawsze warto podejść do sprawy inaczej, masz rację;)

Czarny Pieprzu: straszliwie kiedyś pragnęłam "zbawić" cały świat. terapią idealną do pozbywania się takich zapędów jest siedzenie pod liściem i czekanie aż przejdzie;)

Anaste: no, ale ja bym chciała nie tylko palec, ale całą rękę;) żartuję oczywiście:) to, że się nie umie czegoś, co jest akurat potrzebne, skutkuje poznawaniem nowych, ciekawych ludzi i to jest duży plus.

Riverman: o, dziękuję, zajrzę oczywiście:) paznokci nie obgryzam, bo zębów mi szkoda na takie wilcze pazury;)

Ida: klon, taaak. przypomina mi się film z Michaelem Keatonem "Mężowie i żona" :)