15 marca 2010

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze

A wracając do tematu. Może właśnie o to chodzi w bardzo złej sztuce? Maja Lidia umie przecież pisać. Jakikolwiek byłby temat i przedmiot pisania (Anioły, czy nie;) przecież "Siewca" jest bardzo dobrą książką. Z mojego punktu widzenia. Więc skąd taki koszmarek jak "Zakon Krańca Świata"? Wypadek przy pracy? Możliwe. To w takim razie, dlaczego redaktor, czy ktoś tam, odpowiedzialny za puszczenie książki do druku, w ogóle ją do druku puścił? Dlaczego nie powiedział: " Słuchaj, Maju Lidiu, weź to i popraw. Napisz jeszcze raz, albo co. Nie śpiesz się, przecież oboje chcemy, żeby to była dobra książka. Więc następnym razem nie przynoś mi brudnopisu do wydrukowania." Ponieważ, moim osobistym zdaniem (i jeszcze paru znajomych zdaniem), "Zakon" to po prostu brudnopis, podobnie zresztą jak setki książek całej rzeszy pisarzy. To są pierwsze - no, może czasem drugie - wersje, ale z pewnością nie kompletne, skończone dzieła. Zwykle debiuty są kompletnymi i ostatecznymi dziełami, ale to wynika z tego, że debiutujący muszą się mieć z "czym" pokazać. Zwykle też dopracowują swoje debiutanckie książki całymi latami. Ale kiedy już zadebiutują... czy wtedy sytuacja nie zmienia się diametralnie? Czy wydawcy nie wycharatują im spod rąk każdego zapisanego skrawka papieru (czy też Worda), nawet jeśli nie ma tam napisanego niczego, ponad słowo "dupa"? A potem ową "dupę" reklamują jako dzieło życia i tym samym robią pisarzowi krzywdę, ale sobie przynajmniej zapewniają dochody? Mam czasem wrażenie, że właśnie tak wygląda cały ten proces. I w dodatku pójdę jeszcze dalej w swojej bezczelności i złośliwości i napiszę, że mam również wrażenie, że kolejnych książek pisarza nie-debiutanta nikt w owych redakcjach nie czyta. "Przyniosłem następną książkę" "O, super, super! Pani Bożenko, proszę to zanieść do drukarni." A potem czytelnik bierze to do ręki i zadaje sobie pytanie: "WTF?" No, chyba że to zaplanowana akcja, polegająca na tym, że czytelnik ma się poczuć uczestnikiem wydawniczego sacrum. "Jeżeli uważasz, że powinniśmy wydać tę książkę, wyślij smsa pod numer..."
Oczywiście ostatnie zdania to moje własne utopijne marzenie. Ponieważ czytelnicy (dalej zwani ludźmi) nie zwracają uwagi na to, czy książka jest dobra, czy nie, czy jest sprawnie napisana i czy nie ma w niej językowych i logicznych potknięć. Ludzie uważają za dobrą tę książkę, która jest dobrze zareklamowana. Ponieważ sztuka - to produkt.
Przynajmniej większość ludzi tak to widzi. Pomijając już fakt, że tak naprawdę nikt tych masowych bestsellerów nie czyta. Jedynie o nich rozmawia.

11 komentarzy:

Nivejka pisze...

Może początkowo uważają, sięgając.
Niedawno przyniosłam biblioteki książki młodej polskiej pisarki. Z opisu na okładce REWELACJA.
Nie przeczytałam żadnej...
Ale może to tylko moje odczucie?
Może ja się ni chu chu nie znam?

lelevina odpowiada i pisze...

Nivejko: nie trzeba się znać, wystarczy mieć pojęcie;) a tak poważnie mówiąc, to wszystko jest chyba po prostu kwestią gustu. Ale niektóre wydawane książki są naprawdę żenująco słabe...

magenta pisze...

Osobiście mam podejrzenia, że z naszymi wydawcami jest dokładnie tak jak z naszym "producentami filmów", którzy nie wiedzieć czemu mienią się producentami, bo własnego grosza złamanego nie wkładają.
Normalnie w świecie to jest tak, że wydawca to ojciec/matka/niańka/kat-maruda/przyjaciel/wróg/wrzód na dupie(balsam... Może nie są przygotowani do hołubienia, promowania i wymagania od siebie i pisarza? A może uważają, że skoro ONI serwują coś czytelnikowi, to serwowane rzecz święta bez względu na poziom?

Holden Caulfield pisze...

DRUGIE WERSJE są przereklamowane

Czarny(w)Pieprz pisze...

Cóż...wydawnictwo to business. Na rynek dostarcza się to co ludzie będą chcieli kupić - dobre czy złe. Pan Pilipiuk napisał:Księżniczkę, Kuzynki a potem odfajkował trzeci tom bez ładu składu. Te książki to nie jest wielka literatura ale dwie pierwsze części były lekkie, zabawne i z pomysłem. Trzecia to gniot, pisany w pośpiechu.
Tak na marginesie - Oko Jelenia to miała być trylogia, czekam tera z na część piątą, a dowiedziałam się, że 6 i 7 P. napisze jesienią. :))) Tak...a ja się w to wszystko wkręciłam bo zaczęłam czytać i teraz nie mogę tego rzucić, jestem ciekawska i chcę wiedzieć co dalej.

Igła pisze...

A mnie zachwycają prędkości z jakimi pojawiają się nowości. Np. taki Harry Potter, można było kupić w nocy w dobie premiery, nie mówię tutaj już nawet o dużych miastach tylko np. o pewnej mieścinie na lubelskim zadupiu gdzie Empik otworzył się specjalnie dla fanów. A teraz drugi przykład, W Rajskiej Dolinie Wśród Zielska, premiera 17.02.2010. Byłam 17 w Empiku we wspomnianej mieścinie, nie było, na drugi dzień byłam już w Krakowie, nie było, pani tłumaczyła, że to jest nowość, dlatego nie mają. Pierwszy raz spotkałam książkę w Krakowskim Empiku w ostatnią sobotę (13.03.2010), ale to pewnie dlatego, że nie bywam tam codziennie... Książeczka zajmuje zaszczytne 26 (chyba) miejsce w rankingu Empiku, ustępując drogi całej masie bełkotu. Dla zainteresowanych: na 2 miejscu: Nie Potrafię Schudnąć

lelevina odpowiada i pisze...

Magento: można do tego dodać jeszcze menażerów piosenkarzy i kabareciarzy. Jeden z nich wprost powiedział, że: "ja się nie znam na tych wszystkich artystycznych rzeczach. ja się znam na sprzedawaniu." Ale chcąc, czy nie chcąc właśnie ten człowiek kształtuje gust masowego społeczeństwa. A masowe społeczeństwo kształtuje zapotrzebowanie na "śmieci". Błędne koło...

Holden: drugie wersje w tym sensie, że drugi raz poprawiane. Bardzo rzadko wychodzi komuś coś, co od razu jest rewelacyjne. pisanie to zazwyczaj poprawianie w nieskończoność. poprawianie, poprawianie i poprawianie. byle nie przedobrzyć;)

Piperzu: ja mam to samo z "Panem Lodowego Ogrodu". Miały być trzy części... taaa ;) Gdzieś kiedyś przeczytałam, że chcący wydać książkę, trzeba mieć pomysł na serię, bo tylko one się sprzedają i wydawnictwa nie biorą niczego innego. Coś w tym jest, wystarczy wejść do pierwszej z brzegu księgarni i spojrzeć na półki. Pisarska "Moda na sukces" się nam robi?

Igło: Przede wszystkim: witam:)
Ciekawostka z tym rankingiem i pozycją "Nie mogę schudnąć". Oto prawdziwy bestseller, nie jakieś tam "filozoficzne dyrdymały" ;) Ja sobie przeprowadziłam inne badania, a mianowicie porównałam czas, w jakim ukazują się nowe pozycje znanych pisarzy. Pewnie wkrótce popełnię notkę na ten temat.

Wolna Duszka pisze...

Ja to się kompletnie nie znam , ale że u nas produkuje się kicze , których nie da się poczytać to wiem . Raz hicior , a potem brak pomysłów ...masakra .

Igła pisze...

Jest jeszcze jeden aspekt, u nas tłumaczy się kicze zamiast drukować nowych świeżych i pełnych pomysłów. A jak już coś wydrukujemy to damy marną szatę graficzną, papier toaletowy i cenę minimum 40 zł. Kolejnym punktem jest dojście do wniosku, że nikt tego nie kupuje czyli nie chce czytać więc zabieramy się za tłumaczenie bełkotu zza oceanu.

Igła pisze...

Wybaczcie proszę naganne maniery, oczywiście witam :)

Anaste pisze...

Na ogół unikam recenzji powieści , bo zawsze się nadzieję na coś co mnie złości z powodu wydanych pieniędzy . Wolę posłuchac co mówią znajomi , na ogół nie zdarza mi się wtedy kupić nic co jest niewarte czytania :):):) Ja mam wrazenie , że dzisiaj pisarze pracują przy tasmie produkcyjnej w fabryce książek :):):):)