24 marca 2010

Literatura dziś - to trochę wszystkiego*

Aczkolwiek nie chce mi się pisać o literaturze. Napiszę więc o fenomenie "Diuny" w moim życiu. Na studiach - dopiero! - dorwałam drugi tom, bo tylko on był dostępny w bibliotece i przeczytałam z wypiekami na twarzy. Potem były jakieś lata przerwy, dopóki nie dorwałam pierwszego tomu, w którym utknęłam jakoś tak na pięćdziesiątej stronie. W tej chwili zaliczam "drugie podejście" i... doleciałam właśnie do pięćdziesiątej strony...
Nie chodzi o to, że "Diuna" jest nudną książką, ponieważ tym, co mnie porywa najbardziej w tego typu opowieściach, to intrygi, "dostrzeganie planów w planach" i śledzenie rozwoju wypadków. "Diuna" to taka bogatsza wersja "Gwiezdnych Wojen" i ja to bardzo doceniam.
O co chodzi naprawdę, uzmysłowiłam sobie wczoraj, w środku nocy, leżąc w łóżku i czekając na Kochane Słoneczko. To nie przypadek, że doczytuję tylko do pięćdziesiątej strony. Co bowiem znajduje się na owej stronie? Otóż odpowiadam, na wypadek, gdybyście się rzucili sami na książkę i w wyniku różnic wydawniczych zostali wprowadzeni w błąd.
Powodem, dla którego nie umiem przebrnąć przez pierwszy tom "Diuny" jest książę Leto. A raczej jego bezsensowna - z mojego oczywiście punktu widzenia - śmierć. No, okej, może śmierć ta jest całkowicie na miejscu i potrzebna, ale denerwuje mnie, drażni, wkurwia wręcz! sposób, w jaki się ją usprawiedliwia. Sposób, w jaki bohaterowie, oprócz samego zainteresowanego, przeżywają to, co MA się wydarzyć. No żesz! Jakbym była super kobitką, jasnowidzką w typie morderczej Lejdi Dżesiki, to bym ślepia powyrywała razem z czerepami tym cholernym asasynom, a nie stała przez pięć kartek i silipiała w rękaw, jak to absolutnie nic nie można zrobić! Bo jeszcze synalkowi, głównemu bohaterowi można jakoś wybaczyć, że nie puścił pary z ust. Gówniarz z niego i klucha - co muszę przyznać, wcale się w drugim tomie aż tak bardzo nie zmieniło. Ale ta Lejdi Dżesika to mi tak ciśnienie podnosi, że się powinna nazywać Lejdi Kawa!
No i taki jest właśnie powód mojego nieczytania "Diuny". I być może z tego powodu tracę ogląd całości, ale jak znam "książkowe życie", to cudna Lejdi uratowanie synalka-kluchy przedkłada nad uratowanie rzekomej miłości swojego życia. Po to, żeby sobie mogła za swoim księciem nieboszczykiem tęsknić przez resztę tomów. Z tego, co pamiętam drugi tom, to tak właśnie wyglądało, chociaż muszę przyznać, że drugi tom pamiętam mniej niż mgliście.
Jedynym, co ratuje tę książkę - w moich oczach - jest fascynująco wykreowany świat. Wielowymiarowy, ale spójny, bogaty, różnorodny...! Franek musiał mieć niesamowitą wyobraźnię:)
* powiedział Bernard Pivot.

9 komentarzy:

Mała Mi pisze...

Cholera... ja tej książki wciąż nie czytałam... ale planuję :)

Maura Ładosz pisze...

Też mam kilka takich pozycji, przez które nie przebrnęłam... ech...

Latarnik pisze...

A ja czytałem "DIUNĘ" mając lat 18-19 i wtedy mnie zafascynowała. Ale bardziej właśnie ten inny pomysł na świat, na kreowanie rzeczywistości, w której najważniejszy jest melanż. Później próbowałem wrócić do "DIUNY" i jej kolejnych tomów, bo się zaczęły akurat w Polsce ukazywać i... niestety. Ani przez pierwsze dwa tomy, ani przez kolejne nie przebrnąłem. Miał Frank Herbert wyobraźnię, nie powiem, ale sposób pisania to już nie bardzo. A im dalsza część, tym gorzej niestety.

magenta pisze...

Mnie się też tak czasem robi :D Trafiam na postać, która mnie wkurza i strasznie mi to przeszkadza, bo mój stosunek osobisty do jednej postaci zaczyna brać górę nad samą powieścią oraz nad moim własnym rozumem ;)
Mam właśnie w garści takie cuś o wampirach, w czym pewna dama doprowadza mnie swoją głupotą do szału.

Nivejka pisze...

Fantazy to niekoniecznie mój ulubiony gatunek...

Anaste pisze...

Kiedyś będąc jeszcze siksą młodą , należałam do klubu miłosników fantastyki . Tam sobie w latach 80 - tych obejrzałam Diunę po raz pierwszy , bo książkę czytałam pierwszą i też pirackie wydanie . Byc może mam dlatego sentyment ...Moja sunia jedna to Diuna :):):):):) Mnie jednak zafasynował ten swiat , choć postacie działały mi na nerwy ::)):):)

tamirian pisze...

Diuna to taka powieść z gatunku -niesamowicie trudnych do napisania i jeszcze trudniejszych do przeczytania. Wszystko jest bardzo drobiazgowe, a postacie przez dbałość o szczegóły az przerysowane..Wspaniały w Diunie jest świat opisów.:)Mysle że najlepiej czytać tę ksiązke nie przywiazując sie zbytnio do postaci.:)Tak czy owak-dzieło genialne nie ma o czym gadać:)

Czarny(w)Pieprz pisze...

Ja też nie przebrnęłam, nie wiem czy to książę czy co innego działało mi na nerwy ale wiem, że rzuciłam w kąt i więcej spojrzeć nie chciałam.

riverman1971 pisze...

a jednak Diuna to dla mnie ważna ksiażka...zaczytywałem się w niej na maxa...