21 czerwca 2010

Analfabeta do wynajęcia

Naprawdę bardzo się staram nie podnosić sobie ciśnienia bardziej niż kawą, ale świat rzuca mi wyzwania, obok których nie umiem przejść obojętnie.
Ogólnie chodzi o to, co zwykle, czyli o ludzką głupotę. Chociaż może nawet nie o głupotę jako taką, tylko zwyczajny brak... samoświadomości? nie zdawania sobie sprawy z własnych nieumiejętności? Coś w tym stylu. I już wyjaśniam o co chodzi.
Przypadkiem trafiłam na portal z różnego rodzaju zleceniami. Takie ogłoszenia drobne z różnych dziedzin, od wykafelkowania łazienki, po tłumaczenia dokumentów na różne języki świata. I rozumiem, że jak ktoś pisze: "Zlece napisanie artykółów na strone internetową.", to faktycznie lepiej, że to komuś zleca. Ale jak ktoś odpowiada: "Przyjme z chencią to zlecenie mam durze doświadczenie w branrzy dziennikarskiej skończyłam politologie pisać na mail buziaczekmałpakicius.pl" to nie ma rady i mi się ciśnienie podnosi. Bo nawet nie chodzi o to, że ktoś taki nie dostanie tego zlecenia, tylko o to, że może faktycznie je dostać, o czym świadczy wygląd i całokształt różnych internetowych tekstów. Że tam literówki, to jeszcze nic - i ten wieczny brak "ę" na końcu wyrazów, w których "ę" występuje! - ale normalne, słoniowate byki, rzucające się w oczy nawet takiej ortograficznej dyletantce jak ja.
I wiecie skąd się biorą te śmieszne teksty różnego rodzaju instrukcji? Ano właśnie stąd, że zleceniobiorca pisze np: "Co prawda nie znam języka x, ale posiadam automatycznego tłumacza, więc mogę panu przetłumaczyć ten tekst za 5 zł." Wszyscy, którzy nie wiedzą jak działa elektroniczny tłumacz proszeni są o otwarcie nowej karty, wejście na dowolną obcojęzyczną stronę internetową i uaktywnienie opcji Tłumacz na mój język. Można się pośmiać. Ale nie, jeżeli się ileś tam lat wkładało wysiłek w naukę języka x, po to, żeby się z tej umiejętności utrzymywać. A co na to zleceniodawca, jeżeli ma w nosie jak ta instrukcja będzie przetłumaczona, bo jedyne co go obchodzi to koszty?
Ale takie tam ortograficzne debilizmy to jeszcze nic. Przeraża mnie ilość "sępów" bijących się o zlecenia, ale żaden z nich nie potrafi przedstawić siebie i swoich umiejętności w taki sposób, żeby faktycznie to zlecenie dostać. Trafiłam na jeden taki przypadek - słownie: j e d e n! gdzie dziewczyna w jednym zdaniu wywarła tak pozytywne wrażenie, że mogłabym ją poprosić o rękę. A poza tym nuda, sztampa, masakra. Ludzie uciekają się do tego, że napisanie artykułu deklarują w godzinę (no dobra, to się da zrobić) i za 10 zł, żeby tylko przebić konkurencję. Nie ważne, że to nie pokryje nawet podstawowych kosztów. I rozumiem, że ci geniusze ekonomii rozumują, że jak zgarną tysiąc zleceń za te 10 zł, to wyjdą na swoje, albo, że te 10 zł. to tylko wstęp do zaciśnięcia więzów na potencjalnym stałym zleceniodawcy. Ale na miłość boską, przecież to jest całkowite psucie rynku! No i znowu jeden ktoś napisał dobitnie, ale ciągle w bardzo przyzwoity sposób, co myśli o takich zagraniach.
Ech, a iluż geniuszy pióra się tam wyciera! kopirajterzy, dziennikarze, politolodzy, pisarze z dorobkiem, że hej! A wszyscy jak jeden mąż bez podstawowej znajomości polskiej interpunkcji.

11 komentarzy:

magenta pisze...

I śmieszno i straszno. Daleko szukać nie trzeba. Państwo redaktorstwo z serwisu Onet, który przecież na cały kraj się wylewa, walą takie byki, że strach.W dodatku nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie tylko z gramatyką są na bakier, ale i z logiką. Najzwyczajniej w świecie nie rozumieją sami, co piszą.
W zależności od nastroju, albo mnie to wkurza albo śmieszy ;)
Ale masz rację: poziom leci na łeb na szyję!

żuczek pisze...

Hm. Gdyby mi ktoś chciał zlecić napisanie "artykółów", to pewnie też bym to zlecenie przyjęła "z chencią" A może nawet "z hen ci jom", żeby było odrobinę bardziej niesztampowo i kreatywnie?;) Poważne odpowiadanie na niepoważne anonse mija się z celem, tak mi się przynajmniej wydaje:)

ladybird pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nivejka pisze...

Mam wrażenie że odpowiedź do ogłoszenia dla amatora "artykłów" było celowe;)

Szacun brat Wiedźmina pisze...

Niestety myślę, że bylejakość w ogólnym znaczeniu ( nie tylko językowym choć to wnerwia najbardziej) to nie tylko tzw. "psucie rynku" ale przede wszystkim moda. Wszystko teraz bylejakie, plastikowe, tandetne niestety. Pozdrawiam:)

lelevina odpowiada i pisze...

magenta: mnie też w zależności od nastroju, ale tak, czy inaczej podnosi ciśnienie:) My czytamy gazetę.pl i tak całkiem nieźle tam jest, byków nie strzelają aż tak, a z logiką to akurat każdy ma problem;) chociaż my głównie wiadomości biznesowe, a to zupełnie inna beczka jest:)

żuczku: to jest myśl, może zastosuję w ramach eksperymentu i zobaczymy, czy się posypią zlecenia:)

Nivejko: no niestety celowe tylko w moim wykonaniu. Poza tym wszystko tam jest na serio, co - jak napisała magenta - i śmieszy i straszy :/

Szacunie: a z taką modą na bylejakość to ogólnie temat rzeka jest. A pod psuciem rynku miałam na myśli, że pewnych usług nie robi się za 10 zł. Nawet dla bylejakich rzeczy cena nie może być bylejaka! - teraz to żartem pojechałam;)

Anaste pisze...

Wiesz , pomyślałam sobie właśnie , że internet to taka ,,stara " Ameryka ... Obietnica od pucybuta po milionera zaczyna być znowu aktualna :) Mnie to zdecydowanie martwi i psuje nastrój . Ciśnienie podnosi również :)

iw pisze...

Najgorsze, że bylejakość zaczyna stanowić normę i nawet ludzie już się przestają dziwić i śmiać.
Kiedy czasem napiszę coś o moich wymaganiach, że oczekuję:
1. poważnego traktowania
2. szacunku
3. szybkiego oddzwonienia
4. podziękowania za kontakt, niezależnie od wyniku rozmów
od potencjalnego współpracownika na wolnym rynku, podnosi się larum, że ja taka sucz i taka agresywna jestem dla tych biedaczków, co to pracy szukają, za te 10 zł oczywiście.
Pocieszające jest, że z takiej pracy te sępy i tak się długo nie utrzymają, a jej jakość prędzej czy później zmusi pracodawców do ponownego zapłacenia za tę samą usługę. I może wtedy sięgną na półkę z normalnymi umiejętnościami i normalnymi cenami!
Wiem jako tłumacz, jak wyglądają teksty tłumaczone komputerowo :) Z zasady nie podejmuję się ich weryfikacji, bo płacą połowę, a roboty mam podwójnie :)!
pozdrowienia!

p.s. a pracy lepiej szukać u poważnych zleceniodawców, nawet licząc się z olewczym stosunkiem, bo tam przynajmniej masz pewną szansę na trafienie na kogoś, kto się zna na rzeczy!

lelevina odpowiada i pisze...

Anaste: milionerzy za 10 zł, hahaha! Internet daje niesamowite możliwości, ale trzeba umieć je wykorzystać. Ja się ciągle uczę... i chyba zbyt wolno;)

Iw: święte słowa! na mnie dziwnie patrzą, że się oburzam, kiedy "rozmowę kwalifikacyjną" przeprowadza się ze wszystkimi kandydatami jednocześnie, jak jakiś spęd, za przeproszeniem, bydła.

Kadarka pisze...

Kiedyś dużo siedziałam w necie, teraz wyszłam i wiem, że nic nie zastąpi książek (na razie) pisanych na papierze. Te, których potrzebuję nie ma w necie, nie ma w nich wielu błędów. Nieraz sobie myślę, jak można sobie zepsuć język polski - pisany, przebywając na np. forach, podrzędnych portalach, gdzie się pisze byle co, byle o jak. Błąd, który widzimy parę razy upewnia nas, że tak poprawnie ma być napisane.

lelevina odpowiada i pisze...

Kadarko: ja bym do tego jeszcze dodała erę telefonów komórkowych i esemesy, dzięki którym w naszej kochanej, złotem młodzieży zanikło wyczucie tzw. "polskich znaków".