8 czerwca 2010

Nagły atak lata

A łikend spędziliśmy w lesie, oddając się typowo polskiej rozrywce, czyli grilowaniu. No, las to prawdziwy nie był, po prostu zarośnięte roślinnością podwórko mojej siostry. Ale po lesie też się przespacerowaliśmy. No, w zasadzie nie po lesie, tylko po działkowej dzielnicy w wiosce, gdzie mieszkają moi rodzice, tyle że ta działkowa dzielnica jest w lesie. No więc zakosztowaliśmy natury. Ja nawet trochę więcej, bo nadepnęłam na opitego kocią krwią kleszcza, w związku z czym "pyknął" jak winogronko. Kochane Słoneczko był w szoku, że opity kleszcz się odczepia, odpada i chowa na dwa lata (ten się schować nie zdążył). Tak, moje drogie mieszczuchy, kleszcze tak robią.
Poza tym mam kolejny rzut przeglądania ofert pracy, kolejny twórczy okres w pisaniu i kolejny kreatywny przypływ energii. Chociaż właściwie co pięć minut nastrój mi się zmienia i wszystko to razem do kupy oznacza po prostu, że nadchodzi "kobiecość", jak to ładnie nazywa Moje Kochane Słoneczko.

12 komentarzy:

Anaste pisze...

Kleszcze to takie dziwolągi :):):) Ja też byłam ,, naturystka " i teraz mam energię do życia w miejskiej dżungli :):):)To taki rodzaj kobiecości co przychodzi i odchodzi , więc głowa do góry :):):)

lelevina odpowiada i pisze...

:)

Maura Ładosz pisze...

Fuj, lato i sezon na kleszcze niechybnie...
Ale i tak tego dziadostwna mniej po ostrej zimie...
całusy!

Nivejka pisze...

te nastroje zmienne co pięć minut jakoś dziwnie znajome... hmmm;D

magenta pisze...

Rozdeptać kleszcza bezcenne!
Pisz, pisz, pisz!

Mała Mi pisze...

Kobiecość?? :) Ładnie :) Bardzo Mądry Mężczyzna nazywa to "okresem ochronnym" ;p

I tego o kleszczach też nie wiedziałam... :) dzięki!

Wolna Duszka pisze...

Mnie lato zaatakowało poparzeniami ;)))) Strzelanie z kleszcza ........ mrrrrrrrr jakaż to zabawa przednia ;))))

Holden Caulfield pisze...

KREATYWNY przypływ energii - tego chcę":))))

doro pisze...

to ja wyczułam ten przypływ i leci do Ciebie COŚ w słoiku ;)

iw pisze...

Kobiecość też ma swoje miłe strony :)
A kleszczów nie cierpię. Wzbudzają moją odrazę i obrzydzenie, tych parę w życiu wspominam niewdzięcznie.
Miło, że miałaś przyjemny łikend, mnie też się udało odpocząć :)
Żeby zaraz potem rzucić się w wir...

lelevina odpowiada i pisze...

Mauro: podczas największych deszczy, z filozoficzną zadumą stwierdziłam, smętnie wpatrując się w zalane wodą okno, że: PLUSEM TEGO WSZYSTKIEGO JEST BRAK KOMARóW! I co? A teraz znowu ich pełno. Coś za coś...

Nivejka: taaak, wiele kobiet musi się z tym borykać. A ilu mężczyzn;)

Magenta: Piszę, piszę:)

Mała Mi: proszę, służę wszelką poradą w kwestiach drobnego życia wiejskiego :)

Duszko: Z przyjemnością mogłabym sobie darować tego doznania. Chociaż, z perspektywy czasu, wydaje się dość zabawne. Zwłaszcza dźwięk pyknięcia :)

Holden: gdybym umiała, oddałabym trochę własnego. Niestety to taka rzecz, która przychodzi i odchodzi kiedy chce...

Doro: jupi!! To ja sobie stanę w okienku i będę czekać na pana listonosza:)

Iw: najważniejsze, żeby odpoczywać. Wtedy wiry nie wydają się takie straszne. A kleszcze są obrzydliwe, teraz to wiem nawet bardziej;)

nieznajoma pisze...

Dzisiaj słyszałam o tym, jak kleszcze atakują dzikie zwierzęta, np. sarny i zarażają je. To dopiero tragedia, bo tym zwierzakom nikt nie pomoże!
A Tobie życzę dalszego natchnienia i dobrych mocy, które Cię poniosą :)