1 czerwca 2010

Przepis na nałóg

Kawa... Cudowny napój, cudowny do tego stopnia, że Muzułmanie wierzą, że został podarowany Mahometowi przez samego Allaha (no, za pośrednictwem Archanioła Gabriela). Większość ludzi uważa, że jest szkodliwy, że uzależnia, że powinno się go wciągnąć na listę rzeczy zakazanych. Cóż, może i jest szkodliwy, gdy się wypija siedem szklanek dziennie i fakt, że uzależnia, ale... w tym miejscu każdy z Was może sobie wpisać powód, dla którego wypija codziennie, albo od święta swoją własną, ulubioną czarną.
Moją ulubioną jest ta podawana na różnego rodzaju szkoleniach, kursach, weselach w takich dużych metalowo-czarnych termosach. Nie wiem, jak oni to robią, ale uwielbiam. I obowiązkowo z mlekiem. Nie ze śmietanką. I nie z cukrem. Słodką kawę uważam za ohydztwo. Chyba, że jest dosłodzona odrobiną miodu. Albo zaparzona ze smakowym cukrem. W jakiś dziwny sposób moje kubki smakowe wolą, gdy kawa jest parzona razem z tym słodkim dodatkiem, niż dosładzana już w kubku. No i piję wyłącznie z kubka lub filiżanki. Nawet wymyślne, fikuśne szklanki w restauracjach jakoś tak psują mi smak. I nie przepadam za kawami mrożonymi. Kawa mrożona to rodzaj deseru, tak jak tort kawowy. Kawy z dodatkami syropów, bitej śmietany, alkoholu - uwielbiam, ale raczej tak od święta. Na co dzień bowiem...
Przyrządzanie kawy to taki mały rytuał. Najczęściej robię ją na dwa sposoby. Najpierw nastawiam czajnik z wodą. To podstawa dla obu sposobów. Pierwszy z nich wymaga posiadania metalowego tygielka, który stawia się na gazie. Do kawy dosypuję wtedy cynamonu, dorzucam goździki, wyżej wymieniony, smakowy cukier, albo po prostu przyprawę korzenną do ciast. W zasadzie cokolwiek tylko podpowie wyobraźnia, chociaż nie polecam dodawać kawałka suszonej podwawelskiej. Chociaż z drugiej strony... może i to znalazłoby swojego amatora:) Kiedy już kawa w tygielku zabuzuje, dolewam do niej wody z czajnika, która właśnie się zagotowała. Mój żołądek nie znosi mocnej kawy, muszę więc pić tzw. lurę. Jeszcze tylko trochę mleka... i już.
Drugi sposób również wymaga specjalistycznych utensyliów. Są to papierowe filtry oraz zaparzarka podobna do lejka z dwiema dziurkami. Można ją kupić w marketach za jakieś sześć złotych. Jest to dobre rozwiązanie dla wszystkich, którzy nie mają czasu na zabawy z ekspresami i tygielkami, ale niecierpią - tak jak ja - fusów na dnie kubka. Do tej kawy też można dodać dodatki, ale smak jest mniej efektowny, a poza tym papierowe filtry lubią się zatykać, zwłaszcza od cynamonu. Nie rozumiem tego zjawiska, ale ma to chyba jakiś związek z chemią i fizyką.
Piling (peeling) można sobie robić z fusów kawowych jak najbardziej. Jest to zdrowa, pożyteczna rzecz i sprawia frajdę. Można do nich dodać co tam nam się podoba i co nas relaksuje/pobudza. Osobiście zauważyłam, że fusy z tygielka są bardziej suche i ostrzejsze od tych z papierowego filtra.
Smacznego:)

15 komentarzy:

Ida pisze...

Jakieś uzależnienia mieć trzeba:)
A kawa jest pycha:)

Wolna Duszka pisze...

Kawusia ... zapachniało mi i zachciało się , ale ociupinę za późno jest . Kocham kawę . Parzoną , taką szatańską i wypitą w swoim , lub innym równie miłym towarzystwie ;)))) Peelingu mnie naumiała siostra i ja akurat mieszam kawę z drożdżami , a czasem z oliwką ;))))

Nivejka pisze...

Kawę uwielbiam. I te wszystkie rytuały z nią związane...:)

magenta pisze...

To nie nałóg, to uwielbienie :)
Kawa jest pyszna bez dwóch zdań. Takiego peelingu spróbuję obowiązkowo.
A najbardziej mnie zaskoczył Gabriel! Ja myślałam, że on jest on machania mieczem, wojownik. A tu proszę! Amator kawy! :)

kate pisze...

Te lejki, do których się wkłada filtr i wsypuje "zielonego jakobsa", są rewelacyjne! :)

Didżejka pisze...

tak! w takim razie potrzebuję tygielka! w piątek skoczę do mojego ulubionego sklepu z kawami i herbatami i mam nadzieję, że taki sprzęt nabędę :D dzięki!

iw pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
iw pisze...

Witaj Madman :)
Bardzo apetycznie piszesz o tej kawie.
Mnie od lat smakuje najlepiej też kawa bez fusów. O ile kiedyś mogłam pić kawę instant, to dziś obowiązkowo musi być zaparzona.
Przez ostatnie lata marzył mi się ekspres do kawy, taki z młynkiem, bo mam młynek i mieliłam ziarna samodzielnie do kawy zaparzanej w ekspresie przelewowym. I moje marzenie spełniło się na początku tego roku, kiedy to zarobiwszy pewnego pięknego dnia lutowego trochę więcej, niż zwykle, postanowiłam to moje marzenie spełnić.
Od tego dnia poranki znaczone są kawą z tegoż ekspresu, gdzie jest już młynek w zestawie.
Kawę piję z mleczkiem i cukrem w ciemnych kryształkach :) Chociaż przez wiele lat piłam bez cukru i mleczka.

iw pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Kadarka pisze...

Ale z Ciebie smakosz kawy :)). Ja nie przepadam, no może cappuccino zalane mlekiem. Jest przez to tak rozcieńczona, że bardziej przypomina kawę zbożową :).

lelevina odpowiada i pisze...

Ida: Kawa owszem, pycha, ale nie ta tania;)

Wolna Duszko: z drożdżami... hm, to byłoby dobre na moją cerę. Muszę wypróbować:)

Nivejka: czasem w tych wszystkich nałogach chodzi właśnie o rytuał.

Magenta: No bo jak tylko Mahomet kawę dostał i wypił, to sam rozgromił armię. Więc nie kto inny, ale Gabriel wie najlepiej;)

Didżejka: Nabywaj, nabywaj. Ja marzę o takim małym ekspresiku na dwie filiżaneczki. Cudeńko:)

Iw: witam przy kawie:) a chodzi Ci o cukier trzcinowy? bo kawę z nim też lubię, ale jak jest parzona razem z cukrem. A takie ekspresy z młynkiem to też piękna rzecz. i kawa ma taki jakby bogatszy smak:)

Kadarko: też lubię cappuccino, tak samo jak kawę zbożową:) ale bardzo, bardzo mi smakuje kawa z kawałkami czekolady firmy Jacobs, którą można kupić w jednorazowych saszetkach. Zalana mlekiem jest nawet lepsza od cappuccino:)

Beatta pisze...

Próbuję różnych gatunków kawy z różnych zakątków świata. I rozpuszczalnej i parzonej. Ostatnio mam fazę na zbożową z cykorią.
Bez lury z mlekiem nie ma życia!:)

Anaste pisze...

Lubię spojrzeć na codzienność trochę inaczej i taka kawa może być tego przykładem :):):) Mozna o kawie bardzo dużo wyczytać jeszcze ciekawostek , ja słyszałam że w niektórych krajach ludzie używają fusów jak odplamiacza , ale niestety nie wiem nic bliżej :):):)

riverman1971 pisze...

nie wyobrażam sobie bez kawy...

lelevina odpowiada i pisze...

Beatta: bez kawy nie ma życia, prawda:) z herbatą lubię eksperymentować i próbować różnych gatunków.

Anaste: no właśnie nie wiem jak z tym odplamianiem, bo kawa mi się właśnie wydaje plamiąca i barwiąca...

Riverman: kawa do dobrej muzyki obowiązkowo:) a ja się rozpływam przy najnowsze płycie Gorillaz...