14 czerwca 2010

Little memories...

Po wczorajszym upale, temperatura pojechała gwałtownie w dół, nie ma chyba nawet piętnastu stopni, w związku z czym jestem dzisiaj półprzytomna, mimo wypitej już kawy. Ciśnienie ciśnie, że hej!
Wczorajszy wieczór spędziliśmy bardzo kulturalnie, bo najpierw na dwóch spektaklach w rodzimym teatrze, a potem na kulturalnym piciu wódki, zagryzając kiełbasą i ogórkami. Bardzo tradycyjnie i po polsku. Wódka zresztą też była bardzo kulturalna, bo stanowiła element głównej nagrody na takim małym, wrocławskim przeglądzie kabaretowym, gdzie wygraliśmy. Właśnie tę rzeczoną "Wyborową". Teraz się zastanawiam, czy w ogóle powinnam pisać takie rzeczy, ale na razie to zostawię. Jak będą jakieś zażalenia, to się wygumuje, prawda.
A teraz muszę odgruzować mieszkanie z kurzu, który się nazbierał przez ostatni tydzień.
Acha, polecam Waszej szanownej uwadze muzykę Na Tapecie. Gorillaz z cudownego koncertu, promującego najnowszą płytę oraz coś z zupełnie innej beczki. Wiem, że spokojnie i zamulająco, ale to dopiero początek tygodnia, nie ma co się forsować:)

3 komentarze:

żuczek pisze...

Wow:) Myśmy se wczoraj pohulali na nieparzystokopytnych. Chyba nieparzysto, bo pewna nie jestem:)

ladybird pisze...

U mnie też jakoś zimno... słońce się zbuntowało dzisiaj:(

lelevina odpowiada i pisze...

Żuczku: też nie rozróżniam tych wszystkich tapirów, czy nie. się nie nauczyłam na pamięć jak ta lekcja z biologii była ;) ale kiedyś tak pohulać to bym chciała...

Ladybird: no, dzisiaj już wszystko wróciło do normy:)