10 lutego 2010

PUTTING OUT THE FIRE WITH GASOLINE

Awarie jakoś zostały zażegnane, a ja utonęłam w pewnej książce. Nie jest doskonała, ani szczególnie wybitna, nie jest idealnie napisana, a końcówkę ma wprost tragiczną. Ale utonęłam w niej. I teraz odczuwam irracjonalny smutek, że przeczytałam ją tak szybko...
Poza tym przerzucam tę stertę gówna, jaką są ogłoszenia o pracę, w nadziei, że znajdę perłę, albo chociaż jakiś mizerny koralik. Miotam się od poczucia własnej wartości, do zupełnego doła, wyszczerzam zęby na tych wszystkich zdjęciach do CV i usilnie przekonuję jaka to jestem "ach!" i "och!" w listach motywacyjnych. Skutek jest taki, że zaczynam warczeć, płynnie przechodząc do następnego etapu, jakim będzie toczenie piany, gryzienie oraz kopanie.
Tymczasem zasiadam przy kawie do świata Madmana. Dzięki "Grze Endera" złapałam wenę za jaja i nie popuszczę! :)

PS. zostawiam Wam też coś do poczytania, żebyście mieli do drugiego śniadania:)

19 komentarzy:

magenta pisze...

Męczę trylogię o wampirach. Autorka nosi w Kanadzie przydomek Królowej przeklętych... jakoś tak mnie wkurzają te bezbrzeżnie głupie postacie kobiet lezących do tych wampirów jak ćma do światła :(
Ale ale to, że mnie nie wciąga, nie znaczy że nie wciąga innych. Wampiry zawsze były w cenie ;)

lelevina odpowiada i pisze...

tak sobie wczoraj przed snem myślałam dokładnie o tym samym: o obrazie kobiet w literaturze - fantasy, żeby było szczegółowiej. Wyszło mi, że chyba nie ma jakiejś normalnej babki z krwi i kości, niegłupiej, ale za to uczuciowej... takiej, czy ja wiem jak to nazwać - prawdziwej. Jedynie u Ursuli le Guin można znaleźć "porządne" kobitki. No i może jeszcze Yennefer u Sapkowskiego, od biedy. reszta to obraz nędzy i rozpaczy:)
tej najnowszej trylogii o wampirach nie przeczytam - jakoś takie to dla mnie miałkie i dla nastolatków:) to już wolę Ann Rice z jej gejowsko-pedofilskimi "dziećmi nocy" :))

magenta pisze...

Zgadza się :) Może i za to kocham Ursulę.
Ta trylogia, o której piszę to kanadyjski twór, czytam, bo myślę o tym, że wpuścić u nas (literatura Quebeku jest jednak egzotyczna: ni to kontynent, ni to stara Francja, dziwni są, ale fajni i interesujący; o tym piszę na drugim blogu) ale... no wiadomo, że wampiry to seks, życie wieczne, moce itd, no od tych durnych bab mi ręce opadają, albo bezwolne krowy albo dziwki... jak kobiety w filmach z lat 60tych. Kiepsko to trawię ;)

lelevina odpowiada i pisze...

czyli każda jak dziewczyna Bonda:)) ja uwielbiam Nowy Orlean i okolice. Południe Ameryki z ich ukrywanym rasizmem i snobowaniem się na arystokrację. nie żebym szczególnie popierała rasistowskich magnatów ;/ swego czasu zachwycił mnie film "Północ w ogrodzie dobra i zła". właśnie tak sobie wyobrażam życie tam i tych ludzi. jeżeli akcja dzieje się właśnie tam, jestem skłonna uwierzyć, że dzieje się naprawdę;)

magenta pisze...

Fascynujący folklor, sam w sobie a do tego jeszcze legendy, które narosły wkoło no i przekrój wszystkich kultów ad dziwnych odmian maryjnych po voodoo z latającymi luzem zombie. Fantastyczna atmosfera, kurczę strasznie bym chciała pojechać i zobaczyć na własne oczy. I oczywiście zostać dopuszczona do tych różnych rytuałów ;) "Północ w ogrodzie..." genialna. Ale popatrz te klimaty i np tzw proza iberoamerykańska swego czasu tak u nas modna, typu Cortazar (bardzo lubię) to czysta magia, wspaniały przykład fantastyki w najlepszym gatunku.

tamirian pisze...

To tak sie teraz pisze?Trzymając za jaja?:):)ja spróbuję,ale tak jedną ręką łatwo nie będzie:):)Pisać..:):)

Czarny(w)Pieprz pisze...

Mmmm...widzę, że tu dyskusja na ciekawe tematy się przeniosła. Ann Rice - tak. Zmierzch - wciągnął mnie chociaż ostatni tom przeczytałam z wysiłkiem. Północ w ogrodzie dobra i zła - klasa, klasa.

lelevina odpowiada i pisze...

magenta: Cortazar przypomina mi Henry Millera. jak czytałam "Zwrotnik Raka" miałam gęsią skórkę. nie wiem, może to przez tłumaczenie,ale Cortazar wydaje mi się w taki sam sposób jak Miller opowiadać, ukazywać postacie, zarysowywać wydarzenia...może to też dlatego, że czytałam ich prawie równocześnie;) uwielbiam "W osiemdziesiąt światów dookoła dnia"! już sam tytuł mnie powala:))

lelevina odpowiada i pisze...

tamirian: wczoraj szło mi całkiem nieźle, więc chyba się sprawdziło;)

lelevina odpowiada i pisze...

czarny pieprzu: no, z Ann Rice też nie było mi łatwo. Te wielkie kobyły z półki "Wywiad z wampirem" połknęłam jednym łykiem, ale maluteńkiego "Wampira Armanda" męczyłam chyba miesiąc :)

Czarny(w)Pieprz pisze...

Haha...ja tak miałam z Wampirem Vittorio:)) Lubię tez "Czarownice z rodu Mayfair" - chociaz końcówka mnie moooooocno rozczarowała.

lelevina odpowiada i pisze...

Za Vittoria się nawet nie brałam:) "Czarownic..." chyba nie czytałam, chociaż coś mi się kojarzy. ale wtedy też próbowałam z Sagą o Ludziach Lodu i mi się nakłada... tak to jest jak się czyta wiele rzeczy na raz:)

Czarny(w)Pieprz pisze...

No to mi powiedz czy warto się za tą sagę brać? Bo mam okazję zakupić po 2,50 za tom:)

Wolna Duszka pisze...

Jak tak gadacie sobie to od razu powiem , że ja też kocham Ursulę ;))))
Trzymaj za te jaja i nie puszczaj , póki nie urosną do rozmiarów beretu ;))))

lelevina odpowiada i pisze...

czarny pieprzu: jak za 2.50 to warto... tak ze trzy tomy kupić:)) ja właśnie tyle dałam radę przeczytać. nie wiem, jakieś takie to naiwne dla mnie, pełne uroku, ale bez grozy i groteski, które lubię.

duszko: no, dziś mi się trochę wyślizgują:( zjazd formy ;)

Czarny(w)Pieprz pisze...

Świetnie bo właśnie 3 tomy zamówiłam:)

Anaste pisze...

Fani Ursuli ?To ja dołączę :):):) Proszę zaczynam myśleć , że wcale nieprzypadkowo trafiam na niektóre blogi :):):) Wampiry mnie wciągają , ale jednak wolę wilkołaki . Szkoda , że mało książek w których grają pierwsze skrzypce :):) Niech ta wena nie mija nooooooo :):):)

riverman1971 pisze...

to i ja dołączę do fanklubu Ursuli:) i wszzelkich tworów wampiropodobnych...choć co do Sapkowskiego to tylko ostatnią trylogię trawie "Narrentum" i pozostałe dwa tomy...

lelevina odpowiada i pisze...

czarny pieprzu: :) chociaż muszę przyznać, że jak wyrywkowo i niechronologicznie czytywałam Sagę, to nawet nawet:)

Anaste: wilkołaki polubiłam od filmu "Underworld" dopiero:) Ale teraz wchodzi do kin perełeczka z Benicio del Toro w roli okazjonalnego wilczka i jestem baardzo ciekawa:)

riverman: "Narrenturm" też urzekł mnie bardziej. ale uwielbiam słuchać muzyki do gry "Wiedźmin":)