26 maja 2010

10 sekund

Tak się zastanawiam, chyba przez to całe szkolenie i testy osobowości. Tak się zastanawiam nad relacjami międzyludzkimi i nad tym, że jednych lubimy, a innych wcale. I tak się zastanawiam, z czego to wynika w wirtualnym świecie, na przykład blogowym?
Podobno zdanie na temat nowo-poznanej osoby wyrabiamy sobie podczas pierwszych 10 sekund spotkania. To spuścizna po zwierzęcych przodkach, którzy się najpierw obwąchali, a potem przechodzili do konkretów. Niektórzy mawiają, że pierwsze wrażenie jest mylne. Coś niecoś o tym wiem, bo nikt nie myli się w ocenie ludzi tak często, głęboko i boleśnie jak ja, ale to prawdopodobnie dlatego, że zawodzi mnie ten cudowny "zwierzęcy instynkt" po przodkach. Więc w "realnym świecie" podczas tych pierwszych 10 sekund nasz mózg dokonuje karkołomnych obliczeń na podstawie zapachu, kształtu łuków brwiowych oraz całej reszty niedostrzegalnych i niewyczuwalnych przez naszą świadomość rzeczy. A podświadomość w tym czasie szaleje i dokonuje ostatecznych, okrutnych sądów. To są wszystko rzeczy powszechnie znane, naukowo potwierdzone i oczywiste. W każdym razie "w realu".
Ale co zrobić z wirtualnym światem, w którym się poruszamy? Nie ma tutaj unikalnego zapachu feromonów, bijących poprzez internetowe łącza, zdjęcia zwykle nie pasują do rzeczywistości (patrz: moje własne;), więc na nic się zda głęboka analiza kształtu płatka ucha i zgrubień na nosie. Tutaj pozostaje tylko rozpoznanie poprzez słowa, co również ani odkrywcze nie jest, ani nie stanowi sedna moich pytań. W wirtualnym świecie ludzie dobierają się na zasadzie słów i stylistyki. Nawet nie zainteresowań, bo jeżeli ktoś pisze o książkach i filmach (a więc o tych rzeczach, które mnie interesują) z rażącymi błędami ortograficznymi, wynikającymi z jego osobistej głupoty, to nawet wspólne zainteresowania nie wpłyną na przychylny odbiór tej osoby. A więc słowa i stylistyka sprawiają, że w wirtualnym świecie kogoś lubię, albo nie, że się z tym kimś "zaprzyjaźnię", albo nie. (W realnym świecie zresztą też, ale w tej chwili chodzi mi o pierwsze-pierwsze wrażenie).
A teraz sedno problemu i moich zastanawiań się.
Gdybyśmy się spotkali "na żywo", w dodatku nie mając pojęcia, że "ja to jestem lelevina, a ty to kasia-taka-a-taka", to jak zareagowałaby ta cała skomplikowana "zwierzęca" maszyneria w naszych mózgach? No i wreszcie - ilu z nas się już o siebie mogło otrzeć w tym "prawdziwym" świecie, wcale o tym nie wiedząc? Blogi pisze całe mnóstwo ludzi, być może pani na poczcie, facet z tramwajowego siedzenia na przeciwko, kuzynka koleżanki naszej córki... Może nawet nie podejrzewamy, że to nasi świetni znajomi. Świat jest przecież całkiem mały...

12 komentarzy:

magenta pisze...

Jako istota totalnie zwierzęca i jaskiniowa prezentująca w dodatku ucho do przeanalizowania, stwierdzam, że chyba najważniejsza w tych kontaktach netowych jest częstotliwość, z jaką łapiesz się na tym, że czyjś post wywołał refleksję, uruchomił coś, odkrył, pokazał, rozśmieszył. Jak często możesz się identyfikować, albo podyskutować.
Doskonale też "widać" ze słów, kto jest wredną francą, a kto człowiekiem życzliwym i otwartym Nawet jeśli zarówno franca jak i życzliwy będą np żartować, robić przytyki, stroić sobie żarty...
Język zdradza naszą osobowość i sposób myślenia, stosunek do ludzi. To tak oczywiste, jak te uwagi naukowców o kontaktach w realu.
Tutaj przekonywanie się do kogoś trwa dłużej. Ja np chętnie odwiedzam tych, którzy piszą tak, że się uśmiecham, albo wręcz rechochę. A jak się już oswoję, to traktuję jak znajomych i "wybaczam" gorsze dni :D w końcu każdy je miewa.
Na dłuższą metę nie da się oszukać tych, którzy nas czytają.
No i są jeszcze oczekiwania. Wydaje mi się, że - w dużym uproszczeniu - znajdujemy w necie takich ludzi, jakich szukamy. Niektórzy "trafiają" na patologicznych kłamców, bo chcą wierzyć. Ale jeśli się czyta komentarze jednej osoby u różnych osób oraz jej własne notki, to, moim zdaniem, trudno się pomylić, jeśli się nie przymyka oczu na sygnały ;)
Się wypisałam :D

Mała Mi pisze...

Ooo... magenta rzeczywiście wykładzik wpisała :) ale miło się czytało...
Bardzo ciekawe zagadniene :) ja kiedyś myślałam o tym, jakbysmy się zachowali gdybyśmy się spotkali na żywo :)
Jeśli chodzi o lubienie lub nielubienie bologowe... ja patrzę na oprawę... na początku. To tak jak z wyglądem zewnętrznym :) lubię pewien styl... potem czytam, sprawdzam mniej więcej kto o czym pisze... czy mnie to interesuje... nie lubię wiecznie narzekających... (no chyba, że ktoś mam problemy, to jasne, że ma potrzebę się wygadać :)). Ale są tacy, co to na wszystko...
Tak jak na żywo... nie lubię takich toksycznych...
Ale ja nie długo bloguję... także mam małe doświadczenia :)

lelevina odpowiada i pisze...

magento: no, ucho i nawet oko;) A jakoś tak mam szczęście do znajomych, także jeśli chodzi o blogowe życie. Zdarza mi się trafiać na france, ale to jest przelotne. Ale mam wrażenie, że jeśli chodzi o bloga, to mam tutaj znacznie więcej "znajomych" z różnych typów, z którymi "w realu" pewnie bym się nigdy tak nie dogadywała:) Których pewnie nigdy nie odkryłabym, jako osoby zabawne i ciekawe. I uważam, że to jest fenomenalna rzecz! A ostatnio, kiedy chodzę po ulicach, to się zastanawiam, czy mnie właśnie nie mija ktoś, kogo "czytuję". Taka garść refleksji:)

lelevina odpowiada i pisze...

Mała Mi: ja też weteranką jeszcze nie jestem ;) na samym początku, jak trafiałam do osób, które blogują od czterech lat, to wydawało mi się to takie nieosiągalne. ciągle dużo rzeczy jest dla mnie nowych, wielu rzeczy też czasem zwyczajnie nie ogarniam:) A narzekać lubię, oj, lubię bardzo:D

Anaste pisze...

Ja się bardzo często myliłam , co do ludzi i dlatego staram się jednak przełamać pierwszą niechęć :) Dziwnie to zabrzmi , ale rzadko mówię o kimś , że go nie lubię ...Szybciej unikam rozmów , żeby nie dojść własnie do momentu w którym wyrzucę z siebie : ale ja cię nie znoszę . Niektórzy odbierają to jako tchórzostwo , ale ja mam po prostu naturę pacyfisty i myślę sobie , że wszyscy mamy coś wspólnego . Bardzo są mi bliscy ludzie , którzy potrafią rozmawiać nawet jeśli różnią się pod wieloma względami od rozmówcy :)Na france nie trafiam , tylko trafiam na zagubionych w odbieraniu innych :):):) I wiesz ja też myslę czasami , czy przypadkiem nie mijam kogoś kogo znam stąd :):):)

Wolna Duszka pisze...

A ja lubię nie lubić i nic nikomu do tego z kim sobie mam ochotę pogadać , a z kim nie ;)))) Wybieram tak jak wszyscy wyżej ludzi otwartych na rozmowę i ludzi z poczuciem humoru . Czasami jednak sama siebie zadziwiam , bo lubię towarzystwo tych , którzy są dalecy od moich wymagań . I to jest fajne ;)

lelevina odpowiada i pisze...

Anaste: wychodzę z założenia, że mogę nie lubić, ale równocześnie rozumiem, że to jest moje odczucie, na które nielubiany nie musi mieć wpływu. Staram się - czasem nawet za bardzo - rozumieć postawy innych i usprawiedliwiać ich. Niestety oczekuję od innych podobnego traktowania, co boleśnie mnie rozczarowuje. Ludzie zwykle nie mają pobłażania dla innych.

lelevina odpowiada i pisze...

Duszko: no, to jest ciekawe w wirtualnym świecie, że czasem się dziwimy, jak możemy czytać tego, czy tamtego. Ale "w realu" też tak mam czasem, że te same wady u jednego mnie odstraszają, a u innego pociągają. Taka to już nieodgadniona zagadka przyrody;)

doro pisze...

Zakwas do Ciebie jutro poślę ;)
pozdrawiam!

lelevina odpowiada i pisze...

Doro: dziękuję:) będę czatować na listonosza:)

riverman1971 pisze...

to ja może będę tym listonoszem co przyniósł zakwas :)

lelevina odpowiada i pisze...

riverman: a skoro tak, to wybaczam te wszystkie niedostarczone polecone i notoryczny brak awizo:)